niedziela, 8 maja 2016

Nasze rekomendacje



Dziękuję za to co Pani dla mojego Borka i również dla mnie zrobiła. Borys właśnie spokojnie sobie śpi. Jest piękna pogoda i można wreszcie się nią cieszyć. Oczywiście, życie to życie. Nic nie jest pewne, dlatego każda chwila spokojnego ducha jest bezcenna. Jeszcze niedawno takich chwil było jeszcze mniej.

Pisząc o walce o zdrowie mojego malamutka nie będę wracała do pełnych niepewności, strachu, czasami bezsilności momentów. Powiem tylko, że udało się i to dzięki, w ogromnej mierze, poznaniu przez internet właścicielki strony psiediety.pl

Problemem było zapalenie trzustki, a także rekonwalescencja po przebytej operacji wycięcia torbiela wraz z częścią wątroby u Borysa. Tak na marginesie, czasami myślę, że to zapalenie trzustki, uratowało mu życie. Torbiel rozwijał się bez zauważalnych objawów. Dopiero atak trzustki, a w konsekwencji badanie USG wykazało, że jest potrzebna niezwłoczna operacja.

Przez ostatni rok stałym tematem była choroba Borysa. W pierwszych miesiącach tej stresującej pełnej niepokoju walki o jego zdrowie, każdy nowy symptom, każda nieoczekiwana zmiana zdrowotna powodowała, że godzinami siedziałam w internecie i szukałam wskazówek co robić. Mimo że Borys pozostawał pod opieką lekarzy, moje nerwy z dnia na dzień były w gorszej formie. Na początku choroby starałam się karmić go gotowanym jedzeniem. Borys nie mógł jeść prawie wcale. Karmienie 4 razy w ciągu dnia, każde prawie po 2 godziny. Dwie łyżki zmiksowanego jedzenia, długa przerwa i następne 2 małe łyżki...makabra. No i skapitulowałam, musiałam zdać się na weterynarzy, którzy zapewniali, że tylko suchą weterynaryjną paszą wyciągnę psinę z tej choroby. Cóż miałam robić? Karmiłam i przyrzekałam, że pewnego dnia będzie jadł prawdziwe psie jedzenie. To już seniorek dlatego również z tego względu wszystko przebiegało bardziej opornie i z większymi problemami, antybiotyki także zrobiły swoje.
Badania poziomu lipazy robione były chyba z cztery razy, by nie przegapić momentu kiedy będzie można odstawić karmę. Na szczęście po pół roku wyniki znacznie poprawiły się, a Borys mógł więcej zjeść bez wymiotowania. Nie chciałam jednak narażać zdrowia mojego miśka na kolejne problemy i szukałam fachowej pomocy w przestawieniu go na naturalne nie chrupkowe jedzenie. Napisałam do Pani Bogusi w nadziei, że potraktuje nasz przypadek indywidualnie. Już wcześniej studiowałam jej stronę, korzystałam z porad, które tam znalazłam, stanowiły też podstawę postępowania podczas choroby. Nie zawiodłam się. Z panią Bogusią dobra zmiana z dnia na dzień nabrała rozpędu. Dopiero wtedy poczułam, że nie jestem z tym wszystkim sama. Dało się od razu wyczuć, że dysponuje wiedzą, doświadczeniem i niewyczerpaną chęcią pomocy. Również teraz mogę liczyć na jej pomoc i dobre słowo. To bardzo ważne. Wreszcie mój Borko czuje się jak na swój wiek dobrze. Powoli, cierpliwie pod fachowym okiem przeszedł drogę, której celem było jedzenia tego, co najbardziej lubią malamuty, czyli prawdziwe surowe mięso, a jakżeby inaczej, doprawiane suplementami i oczywiście warzywami i owocami. Jak opowiadam znajomym, że kupuję mu malinki i jagody to niektórzy mają świetny ubaw. Ale jeśli można w taki sposób ludziom poprawić humor...? :)

Niedomagania ruchowe coraz bardziej dają o sobie znać (w jego wieku, prawie 14 lat, to chyba nie jest dziwne), w międzyczasie Borys musiał przejść zabieg wycięcia guza na łapie, a nawet taka banalna sprawa jak walka z kleszczami, w takich momentach również mogę liczyć na Panią Bogusię. Jeśli sytuacja tego wymagała otrzymywałam maila zwrotnego prawie natychmiast. Nie wiem czy Pani Bogusia to zaakceptuje, ale powiem, że to jedna z najlepszych naszych przyjaciółek. Mimo, że sama jest opiekunką chorej suczki, a wszyscy wiemy ile to nerwów i zaangażowania kosztuje, to zawsze można na nią liczyć. Jedynym minusem całej tej historii to to, że nie zgłosiłam się do niej wcześniej... na pewno byłoby lżej przejść przez ten etap naszego psiego życia, a już na 100% mój pies uniknąłby suchej karmy. Mimo to, mieliśmy niewiarygodne szczęście, że spotkałam taką osobę. Uratowała mojego Borka ...i mnie również :)

Pozdrawiam A. K.




Dziękuję bardzo













Brak komentarzy:

Prześlij komentarz