wtorek, 21 października 2014

BLuron, Dasza i różne ważne sprawy...

Chyba nadszedł czas wziąć się do pracy. Niestety nie udało mi się skończyć e - booka o żywieniu psów. Jeśli pamiętasz zmagałyśmy się z Daszą z alergią, która pojawiła się po szczepieniu. Cieszyłam się, że leki homeopatyczne wyleczyły chorobę. Owszem stan zapalny uszu i świąd skóry ustąpił bardzo szybko. Pojawił się za to problem z nietolerancją pokarmową. Kiedy pogarsza się stan zdrowia mojej suni nie jestem w stanie myśleć o innych sprawach. Całkowicie poświęcam się Daszy. Męczyłyśmy się z problemem prawie dwa miesiące. Dasza straciła na wadze. Organizm odrzucił surowe jedzenie. Zaczęłam jej gotować. Ale zanim doszłam do tego, upłynęło trochę czasu. Niestety. Nic nie zmieniło się w jadłospisie Daszy. Nadal je, ale parzone, mięso indycze (pomału będę wracać do surowego żywienia), surowe warzywa, owoce, surowe żółtka i oczywiście odpowiednie organiczne suplementy. W tej chwili Niusia nabrała wagi i czuje się dobrze.



Problemy zdrowotne opóźniły podawanie kupionego suni BLuronu. Kiedy udało mi się unormować wypróżnianie u psa, wdrożyłam preparat. Postanowiłam zastosować kurację profilaktycznie czyli podawanie go dłużej, w małych ilościach. Ustaliłam dawkę i jest to 1 łyżeczka od herbaty. Za nami 2/3 butelki. No cóż - efekty są i to bardzo zadowalające. Nie puka w biodrach. Może komuś wyda się dziwne, że pozwalam psu skakać na mnie, ale ja lubię kiedy wracam z pracy do domu, a moja Niusia opiera przednie łapy na moich ramionach i przytula się. Nie jest to nagminne, bo jak pewnie wiesz, wyskok i przebywanie przez kilka chwil na tylnych łapach bardzo obciąża stawy. Ale od czasu do czasu pozwalamy sobie na takie szaleństwo. Dlaczego o tym piszę, bo parę razy zdarzyło się, że Dasza zaczęła podskakiwać na tylnych łapach, co wcześniej jej się to nie zdarzało. Jest bardziej ruchliwa, chętna do zabawy, jeśli zabawę na długiej lince można nazwać zabawą. Wskakuje do samochodu - kiedyś wdrapywała się. Wykonuje skoki w dal na moje - nasze łóżko. Teraz odezwą się głosy behawiorystów - co ona wyprawia? Ano wyprawiam. Dasza jest skrzywdzonym przez los zwierzakiem, więc rozpuszczam ją ile się da i jak się da. Zasługuje na to.

Nie myśl sobie, że po podaniu Daszy 1 litra preparatu, pobiegnę na kontrolę i zdjęcia RTG do lecznicy. Nie będę narażała jej zdrowia i życia. Wykonanie zdjęcia wymaga podania narkozy nie obojętnej dla zdrowia.  Jej zastosowanie wymaga zgody i podpisu opiekuna. Więc w razie nieszczęścia to ja ponoszę winę, za to, że zdecydowałam się na premedykację psa. Nie chcę tego. Dla mnie najważniejsze jest to, że sunia jest zadowolona i nie wykazuje objawów bólu. Genetycznie uwarunkowanej dysplazji nie można wyleczyć, można tylko spowolnić proces degeneracji stawów. I o to chodzi.


W czasie urlopu otrzymałam wiele listów z pytaniami dotyczącymi warsztatów masażu naszych pupili. Najczęściej powtarzało się pytanie, czy warsztaty będą organizowane w różnych częściach kraju. Nie istnieje w tej chwili taka opcja. Mam chorego psa i wyjazd z nim w różne strony kraju, to byłaby dla mnie i suni wyprawa  niemal na drugi koniec świata. Postanowiłam wobec tego stworzyć kurs online. W tej chwili jestem w trakcie opracowywania go. Tak więc każdy opiekun zainteresowany masażem, we własnym domu będzie mógł uczyć się tego prostego i skutecznego masażu.Zostało mi jeszcze napisanie 6 lekcji. Z tym nie powinno być problemów. Gorzej z nagraniem filmów. Mój zaprzyjaźniony informatyk - zajmujący się również psami -  nie ma nigdy na nic czasu. Mam nadzieję, że razem jakoś się spotkamy i nagramy dla Ciebie te filmiki i ten cały kurs.



Zdjęcie pantery umieściłam celowo. Wiesz, Drogi Czytelniku, mam bardzo bogate życie z tą moją Daszą. Niedawno na spacerze zostałyśmy zaatakowane przez rozwścieczonego, może nawet chorego na wściekliznę, dzikiego kota.

Nie powiem, moja Dasza zbytnio nie przepada za kotami, dlatego widząc siedzącego na leśnej ścieżce kota postanowiłam go ominąć. Oddaliłam się na kilkanaście metrów od siedzącego i obserwującego nas potwora. Kiedy znalazłyśmy się z Daszą mniej więcej na jego wysokości, kot powoli zaczął iść w naszym kierunku. Byłam zaskoczona i moja sunia pewnie też. Kot podszedł do nas i błyskawicznie skoczył na grzbiet Daszy. Zaczął ją drapać i gryźć. Nie mogłam puścić psa. Kopnęłam kota. Kot upadł ale zaraz skoczył na przód psa. Znowu zaczął gryźć i drapać sunię. Znowu go kopnęłam i wtedy rzucił się na mnie. Podrapał i pogryzł mi nogi. Byłam w szoku. Jak żyję kilkadziesiąt lat NIGDY nie widziałam i nie brałam udziału w takiej akcji. Człowiek w takiej chwili nie wie, co robić. Nie pamiętam, w jaki sposób uwolniłyśmy się od tego kota. Pierwsze co, to sprawdziłam oczy Daszy. Były w porządku tylko z podrapanego nosa leciała krew. Zadzwoniłam do lecznicy zawiadomiłam weterynarzy o zaistniałym fakcie i zapytałam, czy jeśli kot był wściekły powinnam jakoś specjalnie traktować moją sunię. Okazało się, że nie. Po powrocie do domu udałam się do szpitala. Aktualnie przyjmuję szczepionkę przeciwko wściekliźnie. Nie jest to przyjemne i wiem, że nie jest również obojętne dla organizmu. Po przyjęciu całej serii oczyszczę organizm.


Na koniec bardzo przyjemna informacja.

Rozpoczęłam współpracę z  Panią Anną Szydlik w zakresie naturalnego żywienia psów. Jeśli więc masz problemy ze swoim pupilem, możesz do Pani Anny pisać śmiało. Na pewno pomoże Twojemu psu cieszyć się dobrym zdrowiem i samopoczuciem.

Dziękuję.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz