poniedziałek, 5 maja 2014

Psy naprawdę kochają...

Otrzymałam od jednego z opiekunów piękny artykuł tłumaczony przez Michała Roleckiego. Zapraszam do lektury.

"Jeśli masz poczucie, że twój ulubieniec cię darzy głębokim uczuciem, to masz rację. Jak wynika z najnowszych badań, udomowionym zwierzętom pod wpływem kontaktu, także z przedstawicielami innych gatunków, wydzielają się te same hormony co ludziom, gdy obcują z bliskimi.
Profesor Paul Zak jest pionierem badań nad dobrem. Od wielu lat szuka odpowiedzi na pytanie, co się dzieje w ludzkim mózgu pod wpływem dobrych uczynków i zachowań. Badania jego zespołu doprowadziły do odkrycia, że oksytocyna, hormon, który podczas porodu odpowiada za skurcze macicy, ma także zupełnie inną rolę. Wydziela się on w obecności bliskiej osoby lub pod wpływem dobrych uczynków, które nas spotykają. Ma to swoje uboczne skutki. Jak wynika z badań, gdy wydziela nam się oksytocyna (lub podadzą nam ją badacze) stajemy się też bardziej ufni i w efekcie łatwiej nas wtedy oszukać. Niedawne odkrycia sugerują także, że pod wpływem oksytocyny stajemy się w związkach bardziej zazdrośni i skłonni do agresji.


                                                    

Hormon miłości i przywiązania 


Nie zmienia to jednak faktu, że oksytocyna u ssaków stanowi przede wszystkim biochemiczną podstawę bliskości i przywiązania. To dzięki jej działaniu czujemy się bezpieczni i ufamy ludziom. To ona sprawia, że ludzi, z którymi się czujemy związani, traktujemy z empatią i współczuciem. Wszystko po to, aby wzmocnić więź z partnerem, członkiem rodziny lub grupą społeczną. Z badań wiadomo, że na widok własnego dziecka poziom oksytocyny we krwi potrafi się podnieść dwukrotnie. Po podaniu ręki obcej osobie podnosi się nieznacznie, o 5-10% (choć, gdy nieznajomy lub nieznajoma są atrakcyjni, potrafi wzrosnąć nawet o 50%).
Choć badania Zaka i jego zespołu pierwotnie dotyczyły ludzi, z czasem zainteresował się także zwierzętami. Jak opisuje w miesięczniku The Altantic, skłoniło go do tego bardzo osobiste przeżycie: jego pies, którego przygarnął ze schroniska pięć lat wcześniej, był już bardzo schorowany i musiał zostać uśpiony. Podczas zabiegu Zak nie mógł powstrzymać się od łez. Zaczął się więc zastanawiać, czy zwierzęta także sprawiają, że ludziom wydziela się hormon miłości i przywiązania. Oksytocyna może wyjaśniać, czemu ludzie sa skłonni wydać tysiące złotych na leczenie starego, schorowanego pupila, zamiast go uśpić i wziąć nowe zwierzę. 



Zwierzęta kochamy tak jak ludzi 
W eksperymencie wzięło udział 100 uczestników, od których pobrano krew i zmierzono poziom podstawowych parametrów fizjologicznych. Następnie zapraszano ich do sali, w której mogli przez 15 minut pobawić się z psem lub kotem. Po kwadransie od badanych pobierano krew, po czym poddawano testom, jak wchodzą w interakcje z innymi ludźmi. Z badań krwi wyłonił się dość ciekawy obraz. Poziom okstytocyny podniósł się tylko u co trzeciej badanej osoby. Co ciekawe, podnosił się tylko u tych, którzy mają lub mieli kiedyś zwierzę domowe: tym bardziej, im więcej ich w życiu mieli.

Poziom oksytocyny po zabawie ze zwierzęciem bardziej wzrastał u właścicieli psów. Badacze twierdzą, że to dlatego, iż psy są bardziej komunikatywne, "zorientowane na ludzi", niż koty, więc posiadanie tych pierwszych sprawia, że nasze mózgi są bardziej podatne na tworzenie więzi ze zwierzętami. Obcowanie z psem zmniejszało także poziom hormonów stresu bardziej, niż z kotem.

Zwierzęta kochają tak jak ludzie


W kolejnym eksperymencie Paul Zak postanowił sprawdzić, czy oksytocyna wydziela się zwierzętom podczas kontaktów z przedstawicielami innych gatunków. To, że się wydziela podczas obcowania z przedstawicielami własnego gatunku jest znane już od dawna - oksytocyna pełni podobną rolę u wszystkich ssaków, zatem jej poziom podnosi się na widok potomstwa, partnera lub członka stada.

W schronisku dla zwierząt Zak postanowił zbadać niezwykłą parę: kundelka i kozła. Zwierzęta te od dawna przebywały ze sobą i lubiły się ze sobą bawić, tocząc pozorowane walki. W eksperymencie obydwu samcom pozwolono przez kwadrans ze sobą pobiegać i się pobawić, po czym zbadano poziom oksytocyny w ich krwi. U psa wzrósł on o 48%, co odpowiada wzrostowi poziomu oksytocyny u człowieka, gdy widzi bliskiego przyjaciela.

Jednak u koziołka poziom oksytocyny wzrósł aż o 210%. "Taki wzrost poziomu oksytocyny obserwowałem u ludzi na widok osoby, którą kochają lub gdy okaże im się gest niezwykłej dobroci" mówi prof. Zak. Można więc powiedzieć, że koziołek był po prostu w psie zakochany.

Jak pisze dalej badacz: "Charles Darwin, w swojej wydanej w 1872 książce The Expression of the Emotions in Man and Animals (O wyrażaniu uczuć u zwierząt i ludzi) twierdził, że emocje między gatunkami, czy chodzi o psy, kozy, czy ludzi, są niezmienne. To, że zwierzęta różnych gatunków wywołują wzrost poziomu oksytocyny u siebie nawzajem, sugeruje, że one, tak jak my, mogą być zdolne do miłości. Możliwe, że twój Fido czy Burek czuje na twój widok to samo, co ty na widok jego. Można to nawet nazwać miłością." 





Z wdzięcznością. 

4 komentarze:

  1. Pies czy to koziołek, stworzenie żywe i myślę, że każdego z nich da się oswoić i pokochać. Z psami mam bardzo dużo do czynienia i każdego psa da się pokochać. Z niektórymi jest trudniej, ale to tylko z błędu właściciela.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapraszam na nowy post : http://psieserduszka.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj kochają i to czasem dużo bardziej niż ludzie.

    OdpowiedzUsuń